Szukaj
SZCZEGÓŁY KSIĄŻKI

Zjawisko sponsoringu jako forma prostytucji kobiecej (PDF)

Cena: 34.80
Ta książka jest również dostępna w wersjach:


Gardian-Miałkowska Renata

Ksiazka dostepna w wersji elektronicznej ebook (PDF). Ebook zabezpieczony systemem ADE DRM bez mozliwosci drukowania i kopiowania (http://www.impulsoficyna.com.pl/instrukcja)

ISBN: 978-83-7587-319-1

Kategoria:

Książka dostępna w wersji papierowej i elektronicznej - ebook. 

 

Ebooki w Impulsie

 

 

Gazeta Wyborcza – 28.08.2008
 

Gejsze znad Wisły
Poznała go, spacerując po Starówce. Zaprosił na kawę. Po pół roku studiów w Warszawie wpadła w kłopoty finansowe, a on zaproponował wsparcie. To byłej pierwszy mężczyzna

 

Rozmowa  z   Renatą Gardian*  autorką książki:
Zjawisko sponsoringu jako forma prostytucji kobiecej

ADAM LESZCZYŃSKI: Napisała pani jedyną w Polsce książkę o związkach sponsorskich - takich, w których mężczyzna sponsoruje kobietę. Polscy socjologowie badają np. prostytucję uliczną, ale sponsoringiem nikt się nie zajął. Dlaczego?


RENATA GARDIAN: Nikt nie chce o tym rozmawiać. Mężczyzna nie chce przyznać, że sponsoruje - może dlatego, że to mało męskie. Dziewczyna boi się, co powiedzą rodzina i znajomi. Wszystko odbywa się w konspiracji i otoczce zakłamania.
Szukałam najpierw przez Internet. W sieci jest mnóstwo ogłoszeń dziewczyn poszukujących sponsora i specjalne strony, na których się ogłaszają. Najwięcej z Warszawy, ale też dużo z Krakowa i Wrocławia.
Zadzwoniłam do 150 dziewczyn. Zawsze odmawiały rozmowy. Wiele mówiło: „To pomyłka, nigdy nie dawałam takiego ogłoszenia ". Inne – że mnie nie znają, że nie mają zaufania.
Przez dwa lata udało mi się namówić na rozmowę osiem dziewczyn. Dotarłam do nich przez łańcuszek ludzi - moi znajomi pytali swoich znajomych, a oni swoich, i tak w końcu dostawałam telefon.

Taka konspiracja?
-Dziewczyny chodzą na imprezy, mają znajomych. Nie chcą, by wiedzieli, że sypiają z kimś za pieniądze. Potem umieściłam swój profil w Internecie , by dotrzeć do potencjalnych sponsorów – sprawdzić jacy mężczyźni są zainteresowani takim związkiem.

Zacznijmy od sponsorowanych. Jakie to były dziewczyny?
-Studentki, od 20 do 30 lat. Najstarsza z nich studiowała zaocznie. Każdy z przypadków, który znam, jest nieco inny. Żadna nie planowała takiego związku. Decydował przypadek. Jedna spotkała przyszłego sponsora, kiedy czekała na autobus na przystanku przed Marriottem w Warszawie. Podszedł do niej starszy facet, zaczął rozmawiać. Pytał, co robi, czego się uczy. Potem złożył jej propozycję i zostawił wizytówkę. Mówił „Zastanów się i zadzwoń". Ona twierdziła, że była zmieszana i na początku odrzucała myśl, by w coś takiego wejść. Łudziła się, że może nie chodzi o sponsoring, że taki facet to szansa...

Szansa? Na co?
-Mówił, że zapłaci za jej studia. Ona w tym momencie nie miała pieniędzy. Szansa? Oczywiście.
Po tygodniu zadzwoniła i dogadali się. Nawiasem mówiąc, pierwsze spotkanie zwykle nie kończy się w łóżku. Ludzie poznają się, powoli dochodzą do porozumienia. Uzgadniają warunki. Inna dziewczyna poznała sponsora na dyskotece. To też był starszy facet. Inaczej składają takie propozycje starsi, a inaczej młodsi. Dla młodszych to naturalne, że kontakt z drugą osobą nawiązuje się przez internet. Ci powyżej czterdziestki wolą podejść do dziewczyny, którą sobie upatrzą. Poza tym są bardziej podejrzliwi, boją się, że w internecie mogą być obrobione zdjęcia.

Trzeba mieć tupet, żeby podejść do dziewczyny na przystanku i zaproponować jej taki układ.
-Są pośrednicy. W klubie do dziewczyny podchodzi kelner i mówi „Masz drinka od tego pana...". Granica pomiędzy podrywem a propozycją sponsoringu bywa wąska.
Inna z dziewczyn, z którymi rozmawiałam, pracowała wcześniej przez osiem miesięcy w agencji towarzyskiej. To był jeden z jej stałych klientów. Taki, który często przychodzi i zawsze ma pierwszeństwo. Kiedy mówi: „Andżela, przychodzisz do mnie", to ona przychodzi-niezależnie od tego, który klient zamówił ją wcześniej. I ten stały klient po prostu zaproponował jej taki związek. Fajnie mu się z nią spędzało czas i wcale nie chodziło tylko o seks. Zaproponował, żeby była tylko dla niego – dyspozycyjna za każdym razem, kiedy np. wraca z podróży służbowej. Znał jej stawki. Zaproponował jej 3 tys. zł miesięcznie plus finansowanie mieszkania, ciuchy i prezenty-to mniej niż te pięć tysięcy, które mogłaby zarobić w agencji, ale taki układ był dla niej bardziej korzystny... W agencji musiała dziennie obsłużyć wielu-zależnie od sezonu, od dnia tygodnia. Nie mogła też wybierać klientów. Źle wspominała takich, którzy byli brudni, niekiedy pijani i śmierdzący.

Opisała pani biznesową kalkulację.
-Bo sponsoring to jest biznes.

To jest jasne dla dziewczyn?
-Na początku niekoniecznie. Ale potem staje się to jasne.

Odbywają się negocjacje finansowe?
-Zwykle sponsor tylko proponował stawkę, a ona zgadzała się albo nie. Z dziewczyną z agencji były negocjacje, bo ona znała już swoje stawki... Była w tym biznesie, rynek ją wycenił. Podobnie było z dziewczyną, która wcześniej już miała sponsora i to był jej kolejny, więc też ustalała wyższą stawkę.

Co sprawia, że dziewczyna przyjmuje taką propozycję? Rozumiem, że po pracy w agencji człowiekowi łatwiej zaakceptować taką transakcję. Ale przeciętna studentka?
-Myślę, że nie ma znaczenia, czy ktoś pracował w agencji, czy nie. To kwestia doświadczeń życiowych tego jakie miały relacje z rodziną, czy funkcjonowała normalnie, czy miały zaspokojone potrzeby emocjonalne, materialne oraz poczucie bezpieczeństwa.
Jedna z dziewczyn, z którymi rozmawiałam, poznała sponsora, spacerując po Starówce. Zaprosił ją na kawę. Później – kiedy po pół roku studiowania w Warszawie zaczęła mieć problemy finansowe - zaproponował jej wsparcie materialne... tu nie chodziło tylko o pieniądze: czuła się samotna, on też był samotny. To był jej pierwszy mężczyzna w ogóle. Nawiasem mówiąc, ten związek ze sponsorskiego stał się normalnym partnerskim związkiem.

Czy pani respondentki pochodziły z rodzin patologicznych?
-Co to jest rodzina patologiczna? Jestem daleka od definiowania, co jest patologią. W każdej rodzinie można się czegoś doszukać. Ale wszystkie miały w rodzinie trudną sytuację. Agresywny ojciec, alkoholizm, przemoc. Notoryczne awantury, zaburzone poczucie bezpieczeństwa. Moje respondentki były wykorzystywane seksualnie, jedna przez ojca, inna przez chłopaka. Jeszcze inna została zgwałcona. Taka była ich inicjacja seksualna. To bardzo ważne dla każdej młodej kobiety miejsce, gdzie to się stało, z kim, w jakich okolicznościach i czy nie łączy się z poczuciem wykorzystania seksualnego. Każda z moich respondentek została potraktowana przedmiotowo jak rzecz, która służy do zaspokojenia popędu seksualnego mężczyzny.

Wszystkie te dziewczyny były z biednych rodzin?
 -Nie wszystkie. Niektóre wysyłały pieniądze swojej rodzinie, ale też tłumaczyły, że chciały ładnie i modnie wyglądać, potrzebowały na to kasy- kasy na ciuchy, kosmetyki...

Chyba wiele kobiet nie ma pieniędzy na ciuchy i nie szuka sponsora?
- Moim zdaniem tu także odgrywały rolę przeżycia z dzieciństwa. Jeżeli dziewczynka miała podarte spodnie, bo rodziców nie było na nie stać, bardzo to przeżywała. Była wytykana przez rówieśników, wyśmiewana. W rodzinach moich respondentek jeśli nawet nie stosowano przemocy fizycznej, to często raniono je słowami, Wyzywano od idiotek, od kurew, dziwek, że są brzydkie, że mają krótkie nogi, brzydkie włosy, że są niedorajdami. Dziewczyny nie chciały być kimś takim. Proszę sobie wyobrazić: dziewczyna z takim bagażem przyjeżdża do Warszawy. Radzi sobie - dostaje się na państwową uczelnię, na dzienne studia. Studiuje. Tylko rodzice nadal są biedni i nie dadzą tyle pieniędzy, ile potrzebuje. Stypendium jest niewielkie. Znajduje sobie dodatkową pracę, ale to też nie wystarcza. Jest samotna. W jej domu częste były kłótnie spowodowane kłopotami finansowymi. Kiedy sama znalazła się w trudnej sytuacji, nie prosiła o pomoc, bo nie chciała dać satysfakcji rodzicom, że sobie nie poradziła.

Tysiące studentek znajduje się w takiej sytuacji...
- Oczywiście. Dziewczyna, do której podszedł facet pod Marriottem, mogła wyrzucić jego wizytówkę do kosza. Nigdy do końca nie wiemy, dlaczego ktoś zaczyna zarabiać na życie prostytucją. Można wyliczyć czynniki, które się na to złożyły, ale one nie decydują. Przesądza coś indywidualnego.

Sponsoring to jest prostytucja?
- Tak. Kobieta sprzedaje swój czas, ciało, intelekt-bez zaangażowania emocjonalnego. Podstawowy warunek jest spełniony.

Bycie dziewczyną sponsorowaną obniża samoocenę?
-W przypadkach, które znam - tak. W jednym miałam jednak wrażenie, że podwyższało… Ta dziewczyna mówiła, że nigdy nie lubiła swojego ciała, zawsze kochała się tylko w nocy. Odniosłam wrażenie, że to był dla niej komplement: jest na tyle atrakcyjna, że ktoś ją chce sponsorować.
Ze sponsorem jest trudniej zachować dystans, bo trzeba się zaangażować. On tego oczekuje. Nie może kończyć się na seksie. Dziewczyna musi być zainteresowana tym, co on mówi i robi, w pewien sposób go podziwiać.

Jak się racjonalizuje bycie sponsorowaną?
-Moje respondentki przechodziły kryzys, kiedy dochodziło do transakcji. Miały wyrzuty sumienia. Wcześniej starały się o tym nie myśleć. Kiedy pieniądze znajdowały się na stole, to było takie przypieczętowanie relacji.
Racjonalizowały ją na różne sposoby, np. że mają jednego stałego partnera. To plus, bo nie czują się jak prostytutki z ulicy. Że rodzina i znajomi nic nie wiedzą. Spełniane są jej – a nie tylko jego - fantazje erotyczne. Stawiają granice partnerowi, np. zastrzegają w umowie, że nie będzie seksu analnego. Takie rzeczy się uzgadniane na wstępie.

To jest negocjowane w handlowy sposób? Siada się w kawiarni i spisuje umowę?
-Bez umowy, oczywiście... Czasami jest negocjowane wprost, ale zwykle wychodzi przy rozmowie.

Ze sponsoringu się wychodzi?
-Kiedy przeprowadzałam wywiady, dwie dziewczyny już nie były w związkach sponsorskich. Nie radziły sobie z tym psychicznie. Czasami przyczyna zakończenia takiego związku jest prozaiczna: zaspokoiły swoje materialne potrzeby. Później trudno jest budować normalny związek.

Dlaczego?
-Cały czas żyją w strachu, że nowy partner dowie się o ich przeszłości. Dziewczyny uważają, że mężczyźni takiej przeszłości nie zaakceptują. Mężczyźni nie chcą się związać z kobietami, które prowadzą rozwiązły tryb życia, wulgarnie mówiąc - z takimi, które się puszczają, a co dopiero z takimi, które puszczają się za kasę.

Nie okłamywały pani w czasie rozmów?
-Niektóre. Sprawdzałam te informacje, które mogłam. Częściej jednak nie kłamały wprost, tylko unikały odpowiedzi - np. na pytanie, czy według nich sponsoring jest prostytucją. Z jednej  strony myślały, że jest, wstydziły się, że to robią, odbijało się to na ich poczuciu własnej wartości. Z drugiej strony cały czas szukały racjonalnych wytłumaczeń, że to jednak nie jest do końca prostytucja. Niektóre płakały w trakcie rozmowy.

Powiedziałaby pani, że to były atrakcyjne dziewczyny?
- Uważam, że są kobiety zadbane i niezadbane ...

Wcielając się w męski, może nieco szowinistyczny, punkt widzenia.
-Myślę, że były ładne.
 
Jakie mają marzenia?
-Dokładnie takie same jak zwyczajne dziewczyny. Otworzą własny biznes, pójdą do dobrej pracy, spotkają miłość swojego życia, będą miały dzieci...

Porozmawiajmy o sponsorach. Jak do nich pani dotarła?
- Umieściłam swój profil w internecie -  pod pseudonimem, ze zniekształconym zdjęciem. Do tego krótkie informacje - palę czy nie, co lubię, czego oczekuję. Napisałam, że studiuję ekonomię. Napisałam, że nie mam pieniędzy–nie pisałam wprost, że szukam sponsora, ale to był jasny sygnał.
Oferty zaczęły napływać natychmiast. W pierwszym tygodniu ponad 150. W sumie dostałam ich 239.
Chciałam o kandydatach wiedzieć jak najwięcej. Brałam pod uwagę tylko mężczyzn którzy mieli wypełniony profil z danymi o sobie. Po eliminacji zostało 64 mężczyzn. Jedna z dziewczyn, z którymi rozmawiałam, powiedziała mi, że w internecie są płotki. Naprawdę bogaty mężczyzna nie będzie szukał tak dziewczyny. Pójdzie do modnego klubu w Warszawie i tam sobie wybierze. Mogą zlecić to komuś - mają pośredników. Czasami to właściciel klubu, który w takich sprawach pomaga.

Kim byli ci, którzy do pani napisali?
-Zazwyczaj wykształceni. W mojej próbie ponad 60 proc. było po studiach.


Ojcowie rodzin?
- Też, ale w mniejszości. Częściej tacy, którzy nie są w żadnym związku. Nie mają czasu. Ku mojemu zaskoczeniu wyszło, że to w większości młodzi ludzie. Ambitni, pracowici, pnący się po szczeblach kariery. Mieli niespełnione potrzeby emocjonalne, potrzebowali bliskości, ale wiedzieli, że nie mają czasu, że nie są w stanie się zaangażować. Nie lubią, jak kobieta  zawraca im głowę, narzeka czy pyta: „Dlaczego nie zadzwoniłeś?". Czasem czują potrzebę pogadać. Mają ochotę na seks.


Co kupuje sponsor?
- Różne rzeczy. Sukienki, buty, perfumy...

Źle zapytałem. Co dostaje za swoje pieniądze?
- Poczucie bliskości plus seks, który też jest silnie związany z bliskością. Jak ktoś wpada w szał pracy-zarabia, zarbia, zarabia-nie ma nawet z kim porozmawiać. To bardzo istotne w takim związku. Starsi sponsorzy dostają podziw młodej dziewczyny. Poza tym mają dziewczynę na każde zawołanie, na pstryknięcie palca, to zawsze on ustala czas spotkania.

W sumie się nie dziwię: jeżeli wszystko przelicza się na pieniądze, to dlaczego nie przeliczać na nie także potrzeby bliskości. Jak wyglądały propozycje, które składali? Mężczyzna odpowiada na ogłoszenie w  intemecie i co pisze? „Chce zostać twoim sponsorem"?
-Niektórzy pisali wprost. Inni-„chętnie ci pomogę finansowo". Wchodziłam w dialog. Pisałam, że nigdy tego nie robiłam wcześniej, że chciałam to przełamać w sobie. Przedłużałam dialog, żeby nie doszło do spotkania – i by wyciągnąć jak najwięcej informacji. Może powinniśmy się zastanowić, czy nie trzeba czegoś zmienić w mężczyznach. Bo to właściwie od nich zaczyna się ten proceder. Nie ma popytu bez podaży. Może powinno coś się zmienić w wychowaniu, w edukacji seksualnej - żeby mężczyźni potrafili szanować swoje  partnerki? Żeby mieli poczucie empatii, myśleli, czy nie skrzywdzą jej, nie wykorzystają? Traktowali ją podmiotowo, a nie przedmiotowo.

Spotkała się pani z którymś z potencjalnych sponsorów?
-Nie. Uznałam, że to trochę niebezpieczne, to wykraczało poza zakres moich badań.

Jakie propozycje finansowe składali?
-Większości-przeciętne, po parę tysięcy. Największa propozycja, jaką dostałam, to 10 tys. miesięcznie.

Mało kto tyle zarabia.
-To był młody, bardzo ambitny facet. Twierdził, że ma wysokie stanowisko w telewizji.


* RENATA GARDIAN
pedagog, streetworkerka w Stowarzyszeniu na rzecz Dzieci i Młodzieży „Program Stacja"
(
http://wvyw.programstacja.org.pl).

 

Autorka książki „Zjawisko sponsoringu jako forma prostytucji kobiecej" Oficyna Wydawnicza IMPULS (2007)

 

 



Wstecz



Odwiedziło nas użytkowników
COPYRIGHT © 2024 OFICYNA WYDAWNICZA "IMPULS"

Ta strona używa ciasteczek (cookies), dzięki którym nasz serwis może działać lepiej.
Korzystanie, bez zmiany ustawień przeglądarki internetowej, oznacza akceptację niniejszej Polityki prywatności stosowania plików cookies
   Zgadzam się